SPZOZ Kraśnik

Samodzielny Publiczny Zakład Opieki Zdrowotnej w Kraśniku

Udzielamy świadczeń medycznych w zakresie lecznictwa stacjonarnego, całodobowej kompleksowej opieki zdrowotnej, ambulatoryjnego lecznictwa specjalistycznego, rehabilitacji ruchowej.

Cały czas mam kontakt z pacjentami - mówi dr Marek Kos, dyrektor Szpitala Powiatowego w Kraśniku



W tym roku mija 10 lat od chwili kiedy dr Marek Kos pełni funkcje dyrektorskie w kraśnickim ZOZ-ie. Z tej okazji rozmawiamy z nim o tym jak szefuje się takiej placówce, w jakiej jest ona sytuacji finansowej, z jakimi problemami się zmaga, jak szpital zmienił się przez ten czas, jakie są dalsze plany inwestycyjne i w końcy czy pełniąc dyrektorską funkcję ma jeszcze czas by być lekarzem..

Dlaczego w ogóle zdecydował się Pan na podjecie funkcji dyrektora?

W 2006 roku dostałem propozycję, żeby zostać zastępcą dyrektora ZOZ ds. lecznictwa. Po przeanalizowaniu wszystkich za i przeciw, zdecydowałem się na podjęcie tego zadania. Trochę mnie to interesowało, a poza tym skończyłem studia podyplomowe związane z zarządzaniem placówkami medycznymi - no i pomyślałem, że spróbuję. Z pracą lekarza nie rozstałem się. W kolejnych latach aktywnie dyżurowałem na oddziale chirurgii urazowej, także od zawodu nie odszedłem.

Trudno zarządza się taką placówką jak kraśnicki SP ZOZ?

To jest ciągłe godzenie wielu grup osób i interesów. Nie jest to łatwe zadanie, szczególnie w chronicznej sytuacji niedofinansowania, kiedy tego pieniądza ciągle brakuje. Ostatnio na jednym ze spotkań pokazano trzy główne wady obecnego systemu ochrony zdrowia w Polsce. Jest to brak pieniędzy, brak pieniędzy i brak pieniędzy. Gdy patrzę na  to zagadnienie, od 2012 roku nie zwiększyło się finansowanie przez Narodowy Fundusz Zdrowia tzw. punktu rozliczeniowego. Tych pieniędzy nie ma więc za dużo, a medycyna się rozwija. Badania, które się wykonuje, są coraz lepsze ale i coraz droższe,  podobnie leki. Drożeją też takie rzeczy, jak energia elektryczna, ciepło czy woda, a my ze środkami z NFZ stoimy w miejscu. No i problem, który ciągle nie daje mi spokoju - płace personelu. Ciągle o tym myślę i liczę, ale na dzień dzisiejszy żadna nowa regulacja płac mi nie wychodzi. Oczywiście mógłbym zaplanować podwyżkę, ale ta z trudem wypracowana obecna sytuacja ZOZ-u po prostu się zawali.

Wróćmy jeszcze do początków. Pamięta pan swoje pierwsze dni, tygodnie jako dyrektora szpitala?

Były to ciężkie czasy. Zostałem trochę rzucony na głęboką wodę, bo zostałem wicedyrektorem w lipcu, a w sierpniu dyrektor Piotr Krawiec poszedł na trzytygodniowy urlop. Ale jakoś dałem radę. Trochę się uczyłem, gdy trzeba było pod telefonem był dyrektor Krawiec, który mnie wspierał. Oczywiście wspomagali mnie ludzie, którzy pracowali i pracują nadal: wicedyrektor Rafał Poleszak czy główna księgowa pani Loanna Tymecka. Gdy na miejscu był naczelny dyrektor, to ja realizowałem swoje zadania. Choć wiele rzeczy mnie dziwiło, tak jak np. sprawa kontraktu dla szpitalnego oddziału ratunkowego. Komisja negocjacyjna NFZ zaproponowała, że dla SOR-u w Janowie Lubelskim chce dać 3 tys. zł a dla naszego 2 tys. na dobę. Powiedziałem im wtedy, że ja na to się w życiu nie zgodzę i podpisałem protokół rozbieżności. Nie było tutaj żadnego rozsądnego wytłumaczenia. Powiat kraśnicki to prawie 100 tys. mieszkańców, janowski niecałe 50 tys. Udało się wtedy wywalczyć to, że na oba powiaty przeznaczona została jednakowa kwota. To była dla mnie spora nauka, żeby  zawsze mieć w zanadrzu argumenty i nie na wszystko się zgadzać.

A jak zmienił się szpital w ciągu ostatnich 10 lat?

Zmienił się nie tylko szpital, ale i cały system opieki zdrowotnej w Polsce. Ale patrząc na nasze lokalne podwórko zwiększyła się chociażby liczba hospitalizacji czy porad w poradniach specjalistycznych. Ich liczba z roku na rok wzrastała i  jest obecnie na dosyć wysokim poziomie – liczba hospitalizacji to ok. 13 tys. rocznie. Udało się nam utrzymać, mimo trudności, wszystkie oddziały szpitalne. Ważnym wydarzeniem była termomodernizacja budynku szpitala, bo nie oszukujmy się, 10 lat temu jego wygląd był  opłakany. Otworzyliśmy szpitalny oddział ratunkowy, dobrze wyposażony, z wiatą dla karetek, niedługo dojdzie lądowisko dla helikopterów. To, co było nie do pomyślenia 10-12 lat temu, czyli tomograf komputerowy - dziś żaden z lekarzy nie wyobraża sobie pracy bez niego na miejscu. Mamy też nowy blok operacyjny.

Rozpoczęła się także centralizacja szpitala. Przeniesiony został oddział wewnętrzny II i oddział dziecięcy. Zostały nam do przeniesienia dwa oddziały, ale powoli to zrobimy.

Wchodzimy tu powoli na temat planów i przyszłości kraśnickiego szpitala

Szpital jest taką jednostką, której nie można zamknąć i np. wyremontować, bo trzeba leczyć ludzi,  to jest nasze zadanie. Możemy więc tylko, w minimalnym jednak zakresie, ograniczyć ludziom komfort  przebywania w szpitalu. Robimy więc to powoli, ale tak, by realizować swoje zadania. W chwili obecnej jesteśmy na etapie budowy lądowiska dla śmigłowców sanitarnych. To ostatni element wymagany dla SOR-ów, którego nam brakowało. Realizujemy remont przychodni specjalistycznej, co trochę nam dezorganizuje pracę i jest sporym obciążeniem finansowym dla szpitala. Ale musimy to zrobić. Przeniesiemy też pracownię endoskopii naprzeciwko pracowni tomograficznej w najbliższym czasie. Chcemy przenieść także oddział kardiologii z dzielnicy fabrycznej do budynku głównego na Chopina, na oddział wewnętrzny. Zmniejszy się trochę liczba łóżek na oddziale wewnętrznym, ale z moich obliczeń i analiz wynika, że powinno to wystarczyć na potrzeby naszego powiatu. Planuję także modernizację  sterylizatornii  w naszym szpitalu. To część, która przez wiele lat praktycznie nie była ruszana. No i przeniesienie ginekologii i położnictwa, która docelowo znajdzie swoje miejsce na dwóch skrzydłach na trzecim piętrze. Skąd na to pieniądze? Pewnymi środkami dysponuje tutaj powiat, chociażby z dzierżawy działki pod nową stację dializ. Liczę też na wspólny projekt szpitali z Regionalnego Programu Operacyjnego. Ministerstwo Zdrowia ogłosiło też nabory wniosków na szpitalne oddziały ratunkowe. Mam też parę innych pomysłów, ale będę o nich mówił bliżej realizacji. Jest jeszcze sporo do zrobienia, patrząc chociażby na zaplecze budynku głównego. Wierzę, że uda się to wszystko zrobić.

Mówiliśmy kilka razy o pieniądzach, bo bez nich leczyć nie można. Jak to wyglądało w pańskiej placówce?

Jest coraz lepiej. Udało nam się pozbyć długów jakie miał szpital w tzw. parabankach. To było spore obciążenie dla placówki. Teraz mamy  długoterminowe kredyty w jednym dużym banku na dobrych warunkach. Jeśli chodzi o sprawy krótkoterminowe, jak zapłaty za leki, czy media, to czas spłaty nie przekracza dwóch - trzech miesięcy i staramy się tego pilnować. To spory postęp, bo był taki czas, że zalegaliśmy z zapłatą około roku. Trzymamy rękę na pulsie i ciągle pilnujemy naszych finansów tak, by placówka wchodziła na prostą. Na pewno dużym sukcesem był dodatni wynik finansowy ZOZ-u za 2013 i 2015 rok. Będę też walczyć o większe pieniądze dla szpitala w NFZ.

Jako dyrektor większość czasu spędza pan za biurkiem lub w rozjazdach. Ale nie zapomina pan także o pacjentach i ma pan z nimi ciągle kontakt jako lekarz.

Z zawodu lekarza nigdy nie zrezygnuję, bo jest to moje powołanie życiowe. Może teraz w ograniczonym zakresie, ale ciągle mam kontakt z pacjentami. Regularnie i systematycznie wykonuje badania endoskopowe w naszej pracowni. Przyjmuję też jako lekarz w przychodni chirurgicznej. Dzięki temu ma okazję usłyszeć opinie pacjentów o naszej placówce. Są one różne, choć przeważają te pozytywne. Jeśli chodzi o te takie mniej pochlebne, to więcej dociera ich do mnie jako do dyrektora. Staram się ludziom, którzy do mnie przychodzą pomóc, ale np. na kolejki do lekarza specjalisty czy na terminy badań tomograficznych niewiele mogę poradzić.

źródło: krasnik24.pl